Jak przejść przez rzekę…

Czyli Dzikie-Żółtki: proponowana przeprawa dla lądowania na brzegu N rzeki Supraśl dla OPORNYCH :)

Dla wiatru W holujemy się, potem zakręcamy, potem raczej wracamy nad
start szukając komina po drodze. Jak się nie wykręcimy to dalej za
startem dogodnym lądowiskiem jest N brzeg Supraśli, bo na brzegu S
jest wioska lub las. Polecam przeprawę na wysokości byłego młyna
wodnego.

Wcześniej można odbyć wycieczkę poglądowo-kąpiułkową :) Dojście drogą
odbijającą od asfaltu w kierunku N przy krzyżu. Widoczny
charakterystyczny budynek na brzegu S; na brzegu N umocnienia
betonowe pod byłe koło młyńskie. Dno kamieniste, nierówne, widać już
z brzegu, że rzeka wyraźnie przyśpiesza, bo wypłyca.

Przed przeprawą zdecydowanie zalecam rekonesans bez plecaka. Ładne
miejsce więc po lataniu można zajechać na kąpiel. Po wejściu do wody
ustawiamy się przodem do nurtu badając dno i stabilizując się
najlepiej dwoma kijami. Najpłycej jest tam gdzie rosną ‚łany’
podwodnej trawy. Potem zabieramy spakowany plecak. Dla przeprawy z
różyczką wymagany wzrost powyżej 3m :) Ja mam 188 cm i woda
zdecydowanie poniżej pasa (skrzydło w plecaku, plecak suchy).

Na brzegu N dojście utrudnić mogą starorzecza; ale można sobie z nimi
poradzić. Można spokojnie lądować pomiędzy starorzeczami a głównym
nurtem rzeki. Dojście brzegiem N pod sam koniec utrudnione ze względu
na przybrzeżną trzcinę, która może zniechęcać, ale to już blisko, to
widać, jest zakręt i bystrze.

Za pierwszym razem trochę się wkurzyłem. Chłopaki zaczęli straszyć
spacerkiem do wieczora w kierunku mostu na szosie Ełckiej. Za
kolejnym wolałem na luzie wylądować na brzegu N, spakować się i
ochłodzić. Przy przeprawie spotkałem wędkarza, ten zapytał się mnie
skąd się tam wziąłem. Odpowiedziałem, że spadłem z nieba :)

Opisał: piotrr