Nostalgicznie o moich początkach z lataniem

Będąc na moim pierwszym męskim wypadzie rodzinnym (ja + mój 4,5 letni
pierworodny) udało mi się zapędzić na początku sierpnia w dawno nie odwiedzane rejony naszego pięknego kraju. Z różnych powodów wybór padł na Karkonosze i bazę w
Karpaczu. Miejsce wiadomo – baaardzo przesiąknięte turystyką masową,
ale dla takiego łobuza było w sam raz jeżeli chodzi o dostępność
atrakcji.

Jeżów Sudecki

Widok na Jelenią Górę z Jeżowa Sudeckiego – w tle Karkonosze

Tak się przypadkiem złożyło że po rajdach po okolicznych Dinoparkach, zjeżdżalniach dmuchanych, basenach i wycieczce na Śnieżkę udało mi się podstępnie zawędrować do miejsca moich pierwszych podskoków (anno domini 1997) – na górę szybowcową w Jeżowie Sudeckim. Pagór jak pagór – z ciekawostek to jest na nim lotnisko na którym odbywają się często i gęsto szkolenia szybowcowe i paralotniowe. Górka jest idealna do nauki (do ambitniejszego latania już nie bardzo). Długie przedpole, mało pułapek – do szkolenia ideał (oczywiście jeżeli nie za mocno wieje) – poza tym wieczorem jest z tej górki piękny widok na Jelenią Górę. Swoją drogą szkoliłem się tam zaledwie trzy dni – potem zaczeło lać i musieliśmy uciekać opłotkami bo była wtedy powódź tysiąclecia (Wrocław już był zalany).

MieroszówKarkonosze są piękne i na pewno warto tam polatać, ale podlasiaki z zazdrością myślą o wybryku natury który się nazywa Mieroszów (a raczej „Krowiara”). To zaledwie 30 m wzniesienie ze specyficznie ukształtowanym przedpolem pozwala naprawdę niezłe loty – od szkolenia i zabawy na żaglu po fajne przeloty.

Po 15 latach nieobecności odwiedziłem Krowiarę w trakcie powrotu z Karpacza i okazało się że trafiłem z „warunem”. Na przedpolu szkoliła szkółka paralotniowa, u podnóża lotniarze, a ze „szczytu” próbowali swoich sił glajciarze. Po prawie godzinnym przekonywaniu mojego młodego do wejścia na górkę i obserwacji lokalnego profesora, który jako jedyny zrobił tego dnia konkretne przewyższenie, udało mi się wdrapać na górkę z plecakiem. Wiało trochę za słabo na konkretny żagiel, ale udało się zrobić dwa heroiczne zloty z podtrzymaniem żaglowym.Ożyły wspomnienia jak to w pierwszym locie z tej górki dostałem trzy klapy na dzień dobry i instruktor mnie zrugał że przecież on machał i krzyczał żeby poczekać aż osłabnie a nie żeby startować…

No i tyle z mojej nostalgicznej podróży. Trzeba się tymczasem szykować na SerialCup bo krajowa pogoda nie rozpieszcza.

 

Zaszufladkowano do kategorii Ogólne